Piernikowisko V - Zwierzyń 30.04 - 03.05 2004
mój komentarz słowno-wizualny, niekoniecznie zgodny z rzeczywistością ;-))

Wyruszyliśmy w 9 maszyn. Lajtowo jak na czoperki przystało. Bez pośpiechu. W końcu mieliśmy zaplanowane tylko dwa postoje a do wieczora mnóstwo czasu. Oczywiście nikt nie wziął pod uwagę kaprysów  Demonosowej Jawy, no ale tylko 3 razy się po drodze wściekła więc to tyle co nic ;-)

DSC_3498.jpg
DSC_3498.jpg
DSC_3499.jpg
DSC_3499.jpg
DSC_3500.jpg
DSC_3500.jpg
DSC_3497.jpg
DSC_3497.jpg
DSC_3503.jpg
DSC_3503.jpg
DSC_3504.jpg
DSC_3504.jpg
DSC_3505.jpg
DSC_3505.jpg
DSC_3510.jpg
DSC_3510.jpg
DSC_3502.jpg
DSC_3502.jpg
DSC_3507.jpg
DSC_3507.jpg

Następnego dnia (a przypomnę, że był to pierwszy maja i wedle Mikołaja od północy nie było już wolnej Polski) postanowiliśmy skorzystać z okazji ze przyłączyli do nas Słowację  i oprócz polatania po bieszczadzkich winkielkach wybrać się na słynny zapiekany ser i piwo.....

Niestety bardzo szybko musieliśmy się zatrzymać bo jakoś sucho w ustach się zrobiło........... 

DSC_3511.jpg
DSC_3511.jpg
DSC_3512.jpg
DSC_3512.jpg
DSC_3513.jpg
DSC_3513.jpg
DSC_3515.jpg
DSC_3515.jpg
DSC_3516.jpg
Z dołu ciekawiej wygląda....
DSC_3517.jpg
Hmmmm loda???
DSC_3518.jpg
Ktoś powiedział loda???
DSC_3521.jpg
...
z przyjemnością
DSC_3522.jpg
do samego końca...
DSC_3523.jpg
uffff tego mi było trzeba ;-)
DSC_3524.jpg
DSC_3524.jpg
DSC_3531.jpg
DSC_3531.jpg
DSC_3532.jpg
To odbyło się zdecydowanie za szybko...
DSC_3534.jpg
DSC_3534.jpg


Przedarcie się przez dotychczasową granicę mimo braku paszportów okazało się całkiem proste. Niektórzy nie musieli nawet zdejmować kasków do identyfikacji, a jednemu z pograniczników udało się przepuścić Lalkę na dowód osobisty Zby_hon'a..... ;-))) Moim zdaniem genialne !

DSC_3535.jpg
DSC_3535.jpg
DSC_3536.jpg
DSC_3536.jpg
DSC_3537.jpg
DSC_3537.jpg

Okazało się, że na Słowacji cały czas istnieje realny socjalizm.... na pierwszych kilku kilometrach od granicy powitały nas trzy monumentalne pomniki dla radzieckich wyzwolicieli..... Najpierw czołg, potem samolot, aż w końcu, chyba po to żebyśmy zrozumieli dokładnie o co chodzi, wspaniały T-34 z czerwona gwiazdą na wieży taranujący paskudną Panterę(?) z obrzydliwym czarnym krzyżem..

DSC_3539.jpg
DSC_3539.jpg
DSC_3540.jpg
DSC_3540.jpg
DSC_3541.jpg
DSC_3541.jpg
DSC_3547.jpg
mmmmmmm te kształty, ta linia.... zawsze mi się podobały czopery ;-)
DSC_3548.jpg
DSC_3548.jpg
DSC_3549.jpg
DSC_3549.jpg

W limitowanej zasięgiem naszych maszyn, czyli rozsądnej odległości od granicy nie udało się nam niestety znaleźć żadnego otwartego sklepu (oprócz marketu Billa), nie mówiąc już o bankach czy kantorach. Natomiast żeby było śmieszniej jedyny otwarty sklep i przyległa do niego restauracja były tak ok. 400m od granicy. Oczywiście w menu był zapiekany ser i piwo.......;-)))
Dla ułatwienia dodam, że można było zapłacić złotówkami i nawet reszta wydawana była w naszej walucie.
DSC_3551.jpg
DSC_3551.jpg
DSC_3553.jpg
Jak jesteś głodny to sobie coś zamów a nie tylko się przyglądasz
DSC_3556.jpg
Podobno TO jest jadalne..
DSC_3557.jpg
Jestem odważny i TO zjem
DSC_3558.jpg
A potem sobie popiję....
DSC_3559.jpg
DSC_3559.jpg
DSC_3560.jpg
Ciekawe jak to działa?
DSC_3562.jpg
Podobno po tym to jest dopiero odlot
DSC_3563.jpg
Kaski zrobiły sobie imprezę tylko w swoim gronie
DSC_3564.jpg
DSC_3564.jpg

Kontrola przy powrocie do Polski była jeszcze bardziej pobieżna niż przy wyjeździe.
Powrót po winkielkach byłby nawet całkiem miły gdyby nie to że najpierw zaczęło robić się ciemno, potem doszła do tego osiadająca na wszystkim szara mgła, aż w końcu próbując skrócić sobie drogę trafiliśmy na skrót, który istniał tylko na mapie. Dobrze że Nemo wpadł na pomysł żeby zapytać kogoś o drogę.... Zresztą i tak było zabawnie jak skończyło mi się paliwo w środku ścieżki o 10-tej kolejności odśnieżania tak z 800 metrów od szczytu ostatniej górki przed Leskiem (potem było już tylko w dół, więc bez paliwa jakby nieco łatwiej). No ale Wieca miał parę zbędnych kropel wachy i jakoś doturlałem się do stacji w Lesku. Na przyszłość musze pamiętać ze istnieje cos takiego jak przełącznik rezerwy.... eh
hh ;-))

Następny dzień z samego rana był jeszcze bardziej zmęczony niż poprzedni, bardziej leniwy i jakiś taki z opóźnionym startem do życia ;-)

DSC_3571.jpg
Niech mi ktoś motur odpali....
DSC_3572.jpg
DSC_3572.jpg
DSC_3573.jpg
DSC_3573.jpg
DSC_3574.jpg
DSC_3574.jpg
DSC_3586.jpg
DSC_3586.jpg
DSC_3576.jpg
DSC_3576.jpg
DSC_3577.jpg
I niech nikt nie mówi że jest niewygodny
DSC_3578.jpg
No może trochę za wysokie to oparcie
DSC_3581.jpg
DSC_3581.jpg
DSC_3583.jpg
DSC_3583.jpg
DSC_3575.jpg
DSC_3575.jpg
DSC_3587.jpg
DSC_3587.jpg
DSC_3590.jpg
DSC_3590.jpg
DSC_3594.jpg
DSC_3594.jpg
DSC_3596.jpg
DSC_3596.jpg
DSC_3597.jpg
DSC_3597.jpg
DSC_3599.jpg
DSC_3599.jpg
DSC_3601.jpg
DSC_3601.jpg
DSC_3602.jpg
Człowieku coś ty na siebie włożył??
DSC_3607.jpg
DSC_3607.jpg
DSC_3610.jpg
To co? pomykamy...

W końcu wyruszyliśmy i zaliczyliśmy kilka winkielków. Właściwie to nic specjalnie interesującego, tak jakoś się składa że w tej okolicy wszyscy na moturach latają po winkielkach, no ale dzięki niezłomności Jawy Demonosa mieliśmy niezaplanowany postój w całkiem sympatycznej karczmie, gdzie na ścianie wisi zdjęcie ślubne właścicieli, w środku pachnie drewnem, od świata odgradzają nas małe okienka, a na stole pojawia się szarlotka na ciepło, kawa, cola a nawet soczyście zielony ludwik w szklance dla co bardziej spragnionych oraz tych z najbardziej boląca głową.....;-) 

DSC_3614.jpg
DSC_3614.jpg
DSC_3616.jpg
DSC_3616.jpg
DSC_3615.jpg
DSC_3615.jpg
DSC_3618.jpg
Łeb to mi dzisiaj chyba pęknie
DSC_3623.jpg
Ludwik... zupełnie jak u mnie w kuchni
DSC_3617.jpg
DSC_3617.jpg
DSC_3619.jpg
DSC_3619.jpg
DSC_3622.jpg
DSC_3622.jpg

DSC_3620.jpg
DSC_3620.jpg

No a potem się zaczęło...... winkielki i winkielki i wściekła Sawka na początku.... Jechała jak nawiedzona i ciągle jej było za wolno. Jeden katamaran wyprzedziła na serpentynie z prawej strony........ A my jechaliśmy za nią...... Nie wiem jak u  innych ale moje oponki zbliżyły się na jakieś 2 cm do zamknięcia i oba podnóżki raczyły się przytrzeć. Do tej pory wydawało mi się że nie mam aż takich ambicji winkielkowych, ale jak już mi się zdarzyło to jakoś tak sympatycznie się zrobiło i chciałem jeszcze..... Może to jest zaraźliwe??  Kurde muszę uważać z kim jeżdżę bo jak tak dalej pójdzie to zacznę na czoperze stawać na gumę i robić stoppie ;-))) Ach i jeszcze Zby_hon przytarł but na którymś zakręcie. Jechałem za nim to wiem. Smród spalonej od tarcia o asfalt podeszwy wisiał w powietrzu tak długo, że zdążyłem tam dojechać i się go nawdychać. Na szczęście kask zakrywał mi uszy to na następnym zakręcie już nie słyszałem obrzydliwego odgłosu zdzieranego o asfalt podnóżka jego Hondy, ale ponieważ bałem się zamknąć oczy to niestety ten widok mnie nie ominął ;-) DSC_3631.jpg
Uwielbiam te winkielki

DSC_3632.jpg
To ja i moja przytarta oponka

DSC_3627.jpg
Co by tu jeszcze przytrzeć?
DSC_3629.jpg
Uuuuuch, a gdzie można się zdrzemnąć?
DSC_3630.jpg
DSC_3630.jpg
DSC_3633.jpg
DSC_3633.jpg
DSC_3635.jpg
DSC_3635.jpg
DSC_3640.jpg
DSC_3640.jpg
DSC_3643.jpg
Ja też chce jeździć !
DSC_3638.jpg
DSC_3638.jpg
DSC_3644.jpg
DSC_3644.jpg
DSC_3645.jpg
DSC_3645.jpg
DSC_3646.jpg
DSC_3646.jpg
DSC_3647.jpg
DSC_3647.jpg
DSC_3648.jpg
DSC_3648.jpg

 <<<-------
Nie wiem czy zauważyliście jak bardzo Zby_hon był głodny po tych winkielkach. Do ochrony tacy z żarciem po drodze do stolika zatrudnił nawet specjalnie tresowanego psa... Że też się nie bał że pies się nieco wychyli i capnie mu żarcie z talerza ;-)

DSC_3654.jpg
DSC_3654.jpg
DSC_3657.jpg
Kochany jesteś mój motorku...
DSC_3650.jpg
DSC_3650.jpg
DSC_3652.jpg
Jak nie dokręcę to znowu zgubię
DSC_3653.jpg
DSC_3653.jpg
DSC_3651.jpg
DSC_3651.jpg
DSC_3658.jpg
I jak tu pojechać na winkielki bez pilniczka?
DSC_3656.jpg
DSC_3656.jpg

Dalsza część trasy była pełna zupełnie innych wrażeń niż winkielkowa adrenalina. Pojechaliśmy w głąb Parku Narodowego asfaltową (dalej szutrową) ścieżką wijącą się wzdłuż rzeczki będącej granicą z Ukrainą. Było cicho i bardzo spokojnie. Jechaliśmy po 20 km/h z ledwo słyszalnymi silnikami i bez kasków. Było po prostu zajebiście. Fotki oczywiście nie oddadzą nawet tysięcznej części wrażeń, ale i tak sobie popatrzcie.

DSC_3660.jpg
asfaltowa ścieżka.....
DSC_3661.jpg
DSC_3661.jpg
DSC_3663.jpg
DSC_3663.jpg
DSC_3664.jpg
DSC_3664.jpg
DSC_3665.jpg
no to już wiemy gdzie jesteśmy.... Tarnawa
DSC_3666.jpg
Niby Park Narodowy a wokół same sągi drewna
DSC_3667.jpg
To jeszcze polskie drzewo zaraz za nim już ukraińskie
DSC_3669.jpg
DSC_3669.jpg
DSC_3670.jpg
DSC_3670.jpg
DSC_3671.jpg
DSC_3671.jpg
DSC_3672.jpg
DSC_3672.jpg
DSC_3673.jpg
DSC_3673.jpg
DSC_3674.jpg
DSC_3674.jpg
DSC_3675.jpg
DSC_3675.jpg
DSC_3677.jpg
DSC_3677.jpg
DSC_3676.jpg
Ścieżka na błotach....
DSC_3678.jpg
musiała nas gdzieś zaprowadzić
DSC_3681.jpg
niestety szybko się kończyła
DSC_3682.jpg
resztę ścieżki pochłonął wrzos
DSC_3683.jpg
i kaczeńce
DSC_3684.jpg
Tam za rzeką to już Ukraina...
DSC_3685.jpg
DSC_3685.jpg
DSC_3686.jpg
DSC_3686.jpg
DSC_3688.jpg
DSC_3688.jpg
DSC_3689.jpg
DSC_3689.jpg
DSC_3695.jpg
DSC_3695.jpg
DSC_3703.jpg
DSC_3703.jpg
DSC_3705.jpg
DSC_3705.jpg
DSC_3707.jpg
DSC_3707.jpg
DSC_3708.jpg
Moim zdaniem jesteśmy gdzieś tutaj....
DSC_3709.jpg
A sio! A sio!  teraz  moja kolej!
DSC_3711.jpg
Zawsze twierdziłem że motur to pojazd jednoosobowy. Przecież to musiało być niewygodne ;-)
DSC_3712.jpg
DSC_3712.jpg
DSC_3713.jpg
Resztki mostu na jedynej drodze

Pewnie dla odzyskania równowagi emocjonalnej po tak niesamowitej dawce przyrodniczych wrażeń, wracając do ośrodka wpadliśmy na kilka chwil na tamę w Solinie. Ta masa betonu błyskawicznie przypomniała nam jak mało jest takich zakątków choćby trochę podobnych do tego, w którym byliśmy.

DSC_3714.jpg
Woda.... wszędzie woda.....
DSC_3722.jpg
DSC_3722.jpg
DSC_3717.jpg
DSC_3717.jpg
DSC_3716.jpg
DSC_3716.jpg
DSC_3721.jpg
DSC_3721.jpg
DSC_3718.jpg
DSC_3718.jpg
DSC_3720.jpg
DSC_3720.jpg

Jak widać wróciliśmy we właściwym momencie i trafiliśmy prosto na ognisko.....

DSC_3724.jpg
Wyraźnie zmęczeni....
DSC_3723.jpg
Szybko zajęliśmy strategiczne miejsca
DSC_3734.jpg
Niektórzy zazdrośnie spoglądali na nas z góry
DSC_3726.jpg
Ale to jak widać w niczym nam nie przeszkadzało
DSC_3727.jpg
Zaduma przyszła sama....
DSC_3728.jpg
Emocję gasły z każdym łykiem piwa...
DSC_3729.jpg
Wygląda na to ze tylko jeden z nas jak był mały chciał zostać strażakiem ;-)

 Reszta wolała kiełbaski i piwo..

DSC_3732.jpg
Kombatanckie wspomnienia o winkielkach....
DSC_3733.jpg
Wieczorną ciszę zamiast ryku silnika
DSC_3731.jpg
Zdobyczne kawałki białka o niepokojącym kształcie....
DSC_3735.jpg
Cierpliwe opiekanie....
DSC_3737.jpg
Błogi smak piwa prosto z butelki.....
DSC_3738.jpg
Towarzystwo wyraźnie wymagało rozruszania
DSC_3739.jpg
Więc Panie wykonały skomplikowany taniec wokół ogniska
DSC_3741.jpg
Zwany : Kobieta z płonącą dzidą...
DSC_3742.jpg
Niestety dzida była tylko jedna
DSC_3743.jpg
Musiały wykorzystać też inne interesujące artefakty zarówno w formie płynnej
DSC_3745.jpg
Jak również w formie stałej
DSC_3746.jpg
Publiczność była zachwycona
DSC_3747.jpg
A niektórzy fani wręcz zszokowani
DSC_3750.jpg
lub zamurowani głębią przesłania
DSC_3749.jpg
Manager był nieubłagalny...Na bis zabrakło niestety czasu
DSC_3751.jpg
Publika jednak stała oczarowana jeszcze długo po występie
 DSC_3748.jpg
Niektórzy się zadumali nad doczesnością
DSC_3752.jpg
Lub zapatrzyli w niezgłębioną dal
DSC_3753.jpg
Niestety... Ostał nam się ino bard..... leworęki
DSC_3755.jpg
I uśmiech na twarzy.....

a potem nastała ciemność.............. i chrapanie z dołu.. KURDE !!

Powrót zapowiadał się leniwie. Parę winkielków do Leska, potem tankowanie. Znów parę winkielków do Rzeszowa, obiad w Dzidzie, szybki przeskok przez miasto, potem prosta droga na Sandomierz, tankowanie w Sandomierzu i wio na Warszawę..... No ale na górze były inne plany..... Najpierw parę razy nas pokropiło, potem kilka kilometrów za Sandomierzem najpierw zaczęło lać, a potem pojawił się grad. W sumie mały był, ale i tak bębnił o kask, że aż we łbie huczało. Jak już pomyślałem, że gorzej to być już nie może okazało się, że to co dotychczas uważałem za ulewę to dopiero przygrywka do burzy, w która właśnie wjechaliśmy. Woda na drodze płynęła całą szerokością asfaltu, tak wysoka, że kolein nie było widać, chociaż od czasu do czasu dało się je wyczuć jak raz jedno raz drugie koło wpadało  w nie zupełnie bez kontroli. Woda zalała mi kask tak dokładnie, że nawet nie widziałem tylnego światła jadącego przede mną motocykla. Nemo gdzieś w coś przypierniczył przednim kołem tak, że aż odkształcił felgę. Zupełnie nie było gdzie się schować. Aż wreszcie jak zbawienie pojawiła się maleńka stacja benzynowa. Od ostatniego tankowania przejechaliśmy 48 km w pieprzonym deszczu, gradzie i ulewie....  Facet z obsługi okazał się porządnym człowiekiem. No to urządziliśmy sobie na niej bal ;-) Prostowanie felgi, palarnia, kawka, herbatka, przebieralnia... same przyjemności ;-). Okoliczni mieszkańcy uznali nas chyba za bardzo podejrzaną bandę niebezpiecznych motocyklistów, bo kilka samochodów podjeżdżało na stację się zatankować, a potem w konwulsjach przerywanej z braku paliwa pracy silnika na nasz widok uciekało spod dystrybutora nawet nie wysiadając z samochodów. W końcu wyznaczyli jednego straceńca i wysłali go na stacje na piechotę z pustą butelką po wodzie mineralnej w ręku..... ;-) Nie wiem czy czył sie rozczarowany tym że nic mu nie zrobiliśmy, no ale w końcu to nie była staruszka na pasach wiec nie było się czym zajmować.
Ach i jedna uwaga.... nigdy nie zdejmujcie przemoczonych kurtek. Nie da się tego potem założyć ;-)
 Reszta drogi to była już zupełnie lajtowa traska. Drobne 150 km bez winkielków i na wysychającym asfalcie.....

DSC_3756.jpg
Zaczęło się terminowaniem u kowala
DSC_3761.jpg
Panie zajęły się kuchnią....
DSC_3762.jpg
Panowie doglądali terenu...
DSC_3763.jpg
I na zmianę pracowali w kuźni
DSC_3764.jpg
Lub dyskretnie spoglądali zza winkla
DSC_3766.jpg
Mieliśmy zawodowego mieszacza kawy... a co!
DSC_3769.jpg
Pojawili się goście
DSC_3770.jpg
Zdumieni że tu właśnie jest impreza...
DSC_3771.jpg
A nawet rzekłbym zachwyceni tym faktem
DSC_3772.jpg
DSC_3772.jpg
DSC_3773.jpg
To jest właśnie ten straceniec z butelką...
DSC_3774.jpg
A imprezka się rozkręcała
DSC_3775.jpg
DSC_3775.jpg
DSC_3777.jpg
Niektórzy mogli sobie pozwolić na cos więcej
DSC_3778.jpg
DSC_3778.jpg
DSC_3779.jpg
Kontrola jakości....
DSC_3780.jpg
DSC_3780.jpg
DSC_3782.jpg
Ostatnie dwa walnięcia młotkiem
DSC_3784.jpg
I .. jazda