| mój
komentarz słowno-wizualny, niekoniecznie zgodny z rzeczywistością ;-)) |
|
Wyruszyliśmy w 9 maszyn.
Lajtowo jak na czoperki przystało. Bez pośpiechu. W końcu mieliśmy
zaplanowane tylko dwa postoje a do wieczora mnóstwo czasu. Oczywiście nikt
nie wziął pod uwagę kaprysów Demonosowej Jawy, no ale tylko 3 razy się po drodze wściekła
więc to tyle co nic ;-) |
 DSC_3498.jpg |
 DSC_3499.jpg |
 DSC_3500.jpg |
 DSC_3497.jpg |
 DSC_3503.jpg |
 DSC_3504.jpg |
 DSC_3505.jpg |
 DSC_3510.jpg |
 DSC_3502.jpg |
 DSC_3507.jpg |
|
|
Następnego dnia (a przypomnę,
że był to pierwszy maja i wedle Mikołaja od północy nie było już wolnej
Polski) postanowiliśmy skorzystać z okazji ze przyłączyli do nas Słowację
i oprócz polatania po bieszczadzkich winkielkach wybrać się na słynny
zapiekany ser i piwo.....
Niestety bardzo szybko musieliśmy się
zatrzymać bo jakoś sucho w ustach się zrobiło........... |
 DSC_3511.jpg |
 DSC_3512.jpg |
 DSC_3513.jpg |
 DSC_3515.jpg |
 Z
dołu ciekawiej wygląda.... |
 Hmmmm
loda??? |
 Ktoś
powiedział loda??? |
 ...z
przyjemnością |
 do
samego końca... |
 uffff
tego mi było trzeba ;-) |
 DSC_3524.jpg |
 DSC_3531.jpg |
 To
odbyło się zdecydowanie za szybko... |
 DSC_3534.jpg |
|
Przedarcie się przez
dotychczasową granicę mimo braku paszportów okazało się całkiem proste. Niektórzy nie musieli
nawet zdejmować kasków do identyfikacji, a jednemu z pograniczników
udało się przepuścić Lalkę na dowód osobisty Zby_hon'a..... ;-))) Moim
zdaniem genialne !
|
 DSC_3535.jpg |
 DSC_3536.jpg |
 DSC_3537.jpg |
|
Okazało się, że na
Słowacji cały czas istnieje realny socjalizm.... na pierwszych kilku
kilometrach od granicy powitały nas trzy monumentalne pomniki dla radzieckich
wyzwolicieli..... Najpierw czołg, potem samolot, aż w końcu, chyba po to żebyśmy
zrozumieli dokładnie o co chodzi, wspaniały T-34 z czerwona gwiazdą na wieży
taranujący paskudną Panterę(?) z obrzydliwym czarnym krzyżem.. |
 DSC_3539.jpg |
 DSC_3540.jpg |
 DSC_3541.jpg |
 mmmmmmm
te kształty, ta linia.... zawsze mi się podobały czopery ;-) |
 DSC_3548.jpg |
 DSC_3549.jpg |
W limitowanej zasięgiem naszych maszyn, czyli rozsądnej odległości od
granicy nie udało się nam
niestety znaleźć żadnego otwartego sklepu (oprócz marketu Billa), nie mówiąc
już o bankach czy kantorach. Natomiast żeby było śmieszniej jedyny otwarty
sklep i przyległa do niego restauracja były tak ok. 400m od granicy. Oczywiście
w menu był zapiekany ser i piwo.......;-)))
Dla ułatwienia dodam, że można było zapłacić złotówkami i nawet reszta
wydawana była w naszej walucie. |
 DSC_3551.jpg |
 Jak
jesteś głodny to sobie coś zamów a nie tylko się przyglądasz |
 Podobno
TO jest jadalne.. |
 Jestem
odważny i TO zjem |
 A
potem sobie popiję.... |
 DSC_3559.jpg |
 Ciekawe
jak to działa? |
 Podobno
po tym to jest dopiero odlot |
 Kaski
zrobiły sobie imprezę tylko w swoim gronie |
 DSC_3564.jpg |
Kontrola przy powrocie do
Polski była jeszcze bardziej pobieżna niż przy wyjeździe.
Powrót po winkielkach byłby nawet całkiem miły gdyby nie to że najpierw
zaczęło robić się ciemno, potem doszła do tego osiadająca na wszystkim
szara mgła, aż w końcu próbując skrócić sobie drogę trafiliśmy
na skrót, który istniał tylko na mapie. Dobrze że Nemo wpadł na pomysł
żeby zapytać kogoś o drogę.... Zresztą i tak było zabawnie jak skończyło
mi się paliwo w środku ścieżki o 10-tej kolejności odśnieżania tak z 800
metrów od szczytu ostatniej górki przed Leskiem (potem było już tylko w dół, więc bez
paliwa jakby nieco łatwiej). No ale Wieca miał parę zbędnych kropel wachy
i jakoś doturlałem się do stacji w Lesku. Na przyszłość musze pamiętać
ze istnieje cos takiego jak przełącznik rezerwy.... ehhh
;-)) |
|
Następny dzień z samego rana
był jeszcze bardziej zmęczony niż poprzedni, bardziej leniwy i jakiś taki
z opóźnionym startem do życia ;-)
|
 Niech
mi ktoś motur odpali.... |
 DSC_3572.jpg |
 DSC_3573.jpg |
 DSC_3574.jpg |
 DSC_3586.jpg |
 DSC_3576.jpg |
 I
niech nikt nie mówi że jest niewygodny |
 No
może trochę za wysokie to oparcie |
 DSC_3581.jpg |
 DSC_3583.jpg |
 DSC_3575.jpg |
 DSC_3587.jpg |
 DSC_3590.jpg |
 DSC_3594.jpg |
 DSC_3596.jpg |
 DSC_3597.jpg |
 DSC_3599.jpg |
 DSC_3601.jpg |
 Człowieku
coś ty na siebie włożył?? |
 DSC_3607.jpg |
 To
co? pomykamy... |
W końcu wyruszyliśmy i zaliczyliśmy kilka winkielków. Właściwie
to nic specjalnie interesującego, tak jakoś się składa że w tej okolicy wszyscy
na moturach latają po winkielkach,
no ale dzięki niezłomności Jawy Demonosa mieliśmy niezaplanowany postój w
całkiem sympatycznej karczmie, gdzie na ścianie wisi zdjęcie ślubne właścicieli,
w środku pachnie drewnem, od świata odgradzają nas małe okienka, a na
stole pojawia się szarlotka na ciepło, kawa, cola a nawet soczyście zielony
ludwik w szklance
dla co bardziej spragnionych oraz tych z najbardziej boląca głową.....;-) |
 DSC_3614.jpg |
 DSC_3616.jpg |
 DSC_3615.jpg |
 Łeb
to mi dzisiaj chyba pęknie |
 Ludwik...
zupełnie jak u mnie w kuchni |
 DSC_3617.jpg |
 DSC_3619.jpg |
 DSC_3622.jpg |
 DSC_3620.jpg
|
|
No a potem się zaczęło...... winkielki i winkielki i wściekła
Sawka na początku.... Jechała jak nawiedzona i ciągle jej było za wolno.
Jeden katamaran wyprzedziła na serpentynie z prawej strony........ A my
jechaliśmy za nią...... Nie wiem jak u innych ale moje oponki zbliżyły się na
jakieś 2 cm do zamknięcia i oba podnóżki raczyły się przytrzeć. Do tej
pory wydawało mi się że nie mam aż takich ambicji winkielkowych, ale jak
już mi się zdarzyło to jakoś tak sympatycznie się zrobiło i chciałem
jeszcze..... Może to jest zaraźliwe?? Kurde muszę uważać z kim jeżdżę
bo jak tak dalej pójdzie to zacznę na czoperze stawać na gumę i robić
stoppie ;-))) Ach i jeszcze Zby_hon przytarł but na którymś zakręcie.
Jechałem za nim to wiem. Smród spalonej od tarcia o asfalt podeszwy wisiał
w powietrzu tak długo, że zdążyłem tam dojechać i się go nawdychać. Na
szczęście kask zakrywał mi uszy to na następnym zakręcie już nie słyszałem
obrzydliwego odgłosu zdzieranego o asfalt podnóżka jego Hondy, ale ponieważ
bałem się zamknąć oczy to niestety ten widok mnie nie ominął ;-) |
 Uwielbiam
te winkielki |
|
 To
ja i moja przytarta oponka
|
 Co
by tu jeszcze przytrzeć? |
 Uuuuuch,
a gdzie można się zdrzemnąć? |
 DSC_3630.jpg |
 DSC_3633.jpg |
 DSC_3635.jpg |
 DSC_3640.jpg |
 Ja
też chce jeździć ! |
 DSC_3638.jpg |
 DSC_3644.jpg |
 DSC_3645.jpg |
 DSC_3646.jpg |
 DSC_3647.jpg |
 DSC_3648.jpg |
<<<-------
Nie wiem czy zauważyliście jak bardzo Zby_hon był głodny po tych
winkielkach. Do ochrony tacy z żarciem po drodze do stolika zatrudnił nawet
specjalnie tresowanego psa... Że też się nie bał że pies się nieco
wychyli i capnie mu żarcie z talerza ;-)
|
 DSC_3654.jpg |
 Kochany
jesteś mój motorku... |
 DSC_3650.jpg |
 Jak
nie dokręcę to znowu zgubię |
 DSC_3653.jpg |
 DSC_3651.jpg |
 I
jak tu pojechać na winkielki bez pilniczka? |
 DSC_3656.jpg |
|
|
Dalsza część trasy była pełna
zupełnie innych wrażeń niż winkielkowa adrenalina. Pojechaliśmy w głąb
Parku Narodowego asfaltową (dalej szutrową) ścieżką wijącą się wzdłuż
rzeczki będącej granicą z Ukrainą. Było cicho i bardzo spokojnie. Jechaliśmy
po 20 km/h z ledwo słyszalnymi silnikami i bez kasków. Było po prostu
zajebiście. Fotki oczywiście nie oddadzą nawet tysięcznej części wrażeń,
ale i tak sobie popatrzcie.
|
 asfaltowa
ścieżka..... |
 DSC_3661.jpg |
 DSC_3663.jpg |
 DSC_3664.jpg |
 no
to już wiemy gdzie jesteśmy.... Tarnawa |
 Niby
Park Narodowy a wokół same sągi drewna |
 To
jeszcze polskie drzewo zaraz za nim już ukraińskie |
 DSC_3669.jpg |
 DSC_3670.jpg |
 DSC_3671.jpg |
 DSC_3672.jpg |
 DSC_3673.jpg |
 DSC_3674.jpg |
 DSC_3675.jpg |
 DSC_3677.jpg |
 Ścieżka
na błotach.... |
 musiała
nas gdzieś zaprowadzić |
 niestety
szybko się kończyła |
 resztę
ścieżki pochłonął wrzos |
 i
kaczeńce |
 Tam
za rzeką to już Ukraina... |
 DSC_3685.jpg |
 DSC_3686.jpg |
 DSC_3688.jpg |
 DSC_3689.jpg |
 DSC_3695.jpg |
 DSC_3703.jpg |
 DSC_3705.jpg |
 DSC_3707.jpg |
 Moim
zdaniem jesteśmy gdzieś tutaj.... |
 A
sio! A sio! teraz moja kolej! |
 Zawsze
twierdziłem że motur to pojazd jednoosobowy. Przecież to musiało być
niewygodne ;-) |
 DSC_3712.jpg |
 Resztki
mostu na jedynej drodze |
Pewnie dla odzyskania równowagi
emocjonalnej po tak niesamowitej dawce przyrodniczych wrażeń,
wracając do ośrodka wpadliśmy na kilka chwil na tamę w Solinie. Ta masa betonu błyskawicznie
przypomniała nam jak mało jest takich zakątków choćby trochę podobnych
do tego, w którym byliśmy.
|
 Woda....
wszędzie woda..... |
 DSC_3722.jpg |
 DSC_3717.jpg |
 DSC_3716.jpg |
 DSC_3721.jpg |
 DSC_3718.jpg |
 DSC_3720.jpg |
|
Jak widać wróciliśmy we właściwym
momencie i trafiliśmy prosto na ognisko..... |
 Wyraźnie
zmęczeni.... |
 Szybko
zajęliśmy strategiczne miejsca |
 Niektórzy
zazdrośnie spoglądali na nas z góry |
 Ale
to jak widać w niczym nam nie przeszkadzało |
 Zaduma
przyszła sama.... |
 Emocję
gasły z każdym łykiem piwa... |
 Wygląda na to ze tylko jeden z
nas jak był mały chciał zostać strażakiem ;-) |
Reszta wolała kiełbaski i
piwo.. |
 Kombatanckie
wspomnienia o winkielkach.... |
 Wieczorną
ciszę zamiast ryku silnika |
 Zdobyczne
kawałki białka o niepokojącym kształcie.... |
 Cierpliwe
opiekanie.... |
 Błogi
smak piwa prosto z butelki..... |
 Towarzystwo
wyraźnie wymagało rozruszania |
 Więc
Panie wykonały skomplikowany taniec wokół ogniska |
 Zwany
: Kobieta z płonącą dzidą... |
 Niestety
dzida była tylko jedna |
 Musiały
wykorzystać też inne interesujące artefakty zarówno w formie płynnej |
 Jak
również w formie stałej |
 Publiczność
była zachwycona |
 A
niektórzy fani wręcz zszokowani |
 lub
zamurowani głębią przesłania |
 Manager
był nieubłagalny...Na bis zabrakło niestety czasu |

Publika jednak stała oczarowana jeszcze długo po występie |
Niektórzy
się zadumali nad doczesnością
|
 Lub
zapatrzyli w niezgłębioną dal |
 Niestety...
Ostał nam się ino bard..... leworęki |
 I
uśmiech na twarzy..... |
a potem nastała ciemność..............
i chrapanie z dołu.. KURDE !!
|
|
Powrót zapowiadał się
leniwie. Parę winkielków do Leska, potem tankowanie. Znów parę winkielków
do Rzeszowa, obiad w Dzidzie, szybki przeskok przez miasto, potem prosta droga
na Sandomierz, tankowanie w Sandomierzu i wio na Warszawę..... No ale na górze
były inne plany..... Najpierw parę razy nas pokropiło, potem kilka kilometrów
za Sandomierzem najpierw zaczęło lać, a potem pojawił się grad. W sumie
mały był, ale i tak bębnił o kask, że aż we łbie huczało. Jak już
pomyślałem, że gorzej to być już nie może okazało się, że to co
dotychczas uważałem za ulewę to dopiero przygrywka do burzy, w która właśnie
wjechaliśmy. Woda na drodze płynęła całą szerokością asfaltu, tak
wysoka, że kolein nie było widać, chociaż od czasu do czasu dało się je
wyczuć jak raz jedno raz drugie koło wpadało w nie zupełnie bez kontroli. Woda zalała mi kask
tak dokładnie, że nawet nie widziałem tylnego światła jadącego przede mną
motocykla. Nemo gdzieś w coś przypierniczył przednim kołem tak, że aż
odkształcił felgę. Zupełnie nie było gdzie się schować. Aż wreszcie
jak zbawienie pojawiła się maleńka stacja benzynowa. Od ostatniego
tankowania przejechaliśmy 48 km w pieprzonym deszczu, gradzie i ulewie.... Facet z obsługi
okazał się porządnym człowiekiem. No to urządziliśmy sobie na niej bal
;-) Prostowanie felgi, palarnia, kawka, herbatka, przebieralnia... same
przyjemności ;-). Okoliczni mieszkańcy uznali nas chyba za bardzo podejrzaną
bandę niebezpiecznych motocyklistów, bo kilka samochodów podjeżdżało na
stację się zatankować, a potem w konwulsjach przerywanej z braku paliwa
pracy silnika na nasz widok uciekało spod dystrybutora nawet nie wysiadając
z samochodów. W końcu wyznaczyli jednego straceńca i wysłali go na stacje
na piechotę z pustą butelką po wodzie mineralnej w ręku..... ;-) Nie wiem
czy czył sie rozczarowany tym że nic mu nie zrobiliśmy, no ale w końcu to
nie była staruszka na pasach wiec nie było się czym zajmować.
Ach i jedna uwaga.... nigdy nie zdejmujcie przemoczonych kurtek. Nie
da się tego potem założyć ;-)
Reszta drogi to była już zupełnie lajtowa
traska. Drobne 150 km bez winkielków i na wysychającym asfalcie..... |
 Zaczęło
się terminowaniem u kowala |
 Panie
zajęły się kuchnią.... |
 Panowie
doglądali terenu... |
 I
na zmianę pracowali w kuźni |
 Lub
dyskretnie spoglądali zza winkla |
 Mieliśmy
zawodowego mieszacza kawy... a co! |
 Pojawili
się goście |
 Zdumieni
że tu właśnie jest impreza... |
 A
nawet rzekłbym zachwyceni tym faktem |
 DSC_3772.jpg |
 To
jest właśnie ten straceniec z butelką... |
 A
imprezka się rozkręcała |
 DSC_3775.jpg |
 Niektórzy
mogli sobie pozwolić na cos więcej |
 DSC_3778.jpg |
 Kontrola
jakości.... |
 DSC_3780.jpg |
 Ostatnie
dwa walnięcia młotkiem |
 I
.. jazda |